|
|

Powstanie Listopadowe |
Powstanie powiatu oszmiańskiego (Litwa) |
Powstanie Styczniowe
Pamiętnik Karola Jawtoka, dowódcy oddziału jazdy (tekst oryginalny)
1831
Obywatele powiatu rosieńskiego, Ezechiel Staniewicz, Juliusz Grużewski, Dobrosław Kalinowski, Adam Suchorzewski i inni po kilkakrotnych naradach, postanowili za przykładem braci w Królestwie podnieść oręż niepodległości w
powiecie rosieńskim i przeznaczyli na to dzień 13 marca 1831. Tymczasem zaś przygotowując potrzeby wojenne wezwali mnie, com od roku 1821 pełnił urząd jeometry w powiatach rosieńskim i szawelskim, do wspólnego działania.
Przejęty miłością Ojczyzny i ludu ujarzmionego, przez trzy miesiące skupowałem własnym kosztem amunicję, broń ręczną, palną i sieczną, usposobiłem do użycia dwie armatki, dwufuntową i jednofuntową, które od dawna
przechowywałem, przygotowałem siodła i inne przedmioty do należytego umontowania koni i jeźdźców potrzebne i uwiadomiłem okolicznych mieszkańców i szlachtę, o ile któremu ufać można było o zamiarze powstania, zachęcając ich do
przysposobienia amunicji i koni, przyrzekając w razie potrzeby dzielić się z nimi moimi zapasami w dniu oznaczonym, aby o ile możliwości w jednej chwili dzieło powstania rozpocząć. W tym wszystkim postępowałem z największą
ostrożnością.
Z polecenia Juliusza Grużewskiego zaprosiłem dnia 11 marca do mieszkania mego we dworze w Kielmach tamtejszych mieszkańców i szlachtę okoliczną posiadającą wiarę w Polskę, podobnież jak xsiędza altarzystę Zalimowicza,
aby ten powagą kapłańską pobudził go wziąć się do oręża.
Po ukończone mowie obecni ziomkowie oświadczyli się z radością zamienić kosy na broń i stanąć do walki, a tymczasem zaopatrzyć się w oręż, jaki tylko się znajdzie. Wszyscy przyrzekli za danym hasłem wyjść z siedzib ojczystych
do walki z nieprzyjacielem.
Kiedy tym wszystkim nieustannie się zajmowałem, przybył z Rosień do Kielm rotmistrz huzarskiego pułku Pokłoński dla nabycia ode mnie koni. Przybycie to tak było niespodziewane, że nie miałem czasu ukryć amunicji, form do
odlewania kul i innych sprzętów wojennych, co też rotmistrz ten dostrzegłszy, nie długo zabawił i bez pożegnania się ze mną, prawie skrycie uciekł.
Lubo czas jeszcze nie nadszedł do rozbrajania załóg moskiewskich na przestrzeni mnie powierzonej, jednak po nagłym odjeździe rotmistrza roztropność radziła powstanie przyspieszyć. Jakoż co miało nastąpić o godzinie czwartej
po południu dnia 13 marca, rozpocząłem o godzinie szóstej z rana dnia 12 marca. Zabrałem własne konie i ile ich tylko w fundum Kielm było, uzbroiłem trzydziestu ochotników w broń palną i sieczną i wypadłem z nimi najpierw do
miasteczka Kielm, gdzie uwolniłem chrześcijan i Żydów wziętych na rekrutów. Zabrałem potem broń palną od kluczwójta parafialnego Pawłowicza odebraną obywatelom tej parafii i która z rozkazu władz wyższych rządu rosyjskiego
miała być odstawiona do Sądu Niższego Ziemskiego powiatu rosieńskiego. Ogłosiłem w końcu uroczyście Narodowe Powstanie.
Niebawnie potem powiększywszy mój oddział, pospieszyłem nad Dubisę, gdzie kopano kanał windawski, dla rozbrojenia tam straży pieszej rosyjskiej i zabrania do niewoli oficerów inżynierii, którzy się tam znajdowali. Wszystko to
powiodło mi się bardzo szczęśliwie. Najprzód bowiem dnia 12 marca o godzinie 9 z rana wpadłem do folwarku Grużewskich Dolnego Podubisia i zabrałem tam kapitana inżynierii rosyjskiego Deka i całą straż na śluzie. To samo
uczyniłem z kolei na śluzie pod wsią Połukańce i folwarkiem Grużewskich Poszawsze, gdzie zabrałem kapitana Narbutta ze strażą. Przeszedłszy następnie w powiat szawelski w kierunku przeciwnym do punktu centralnego Rosień,
zabrałem na służbie pod Magińcami i Kambarami porucznika Edwarda Narbutta, a pod wsią Szentupiami kapitana Horaja ze strażą. Stamtąd wróciłem się ku Rosieniom i na śluzach pod wsią Reżałami, Poborykami i Mostejkami zabrałem
wszystkich żołnierzy, którzy się tam znajdowali. O godzinie pierwszej z dnia 12 na 13 marca przybyłem do Podubisia, majątku marszałka Staniewicza, gdzie na służbie porucznik Klejster z żołnierzami, a przy Lidowianach porucznik
inżynierii w moje dostali się ręce. W majątku Prenach, także majątku marszałka Staniewicza, kilkunastu żołnierzy i burłaków stawiło mi mocny opór, ale ich pokonałem i zabrałem. Ze wszystkim zabrałem w tej samej początkowej
wyprawie sześciu oficerów, dziewięćdziesięciu dwóch podoficerów i żołnierzy, dwadzieścia sześć koni, które później do służby frontowej były użyte i około dwieście sztuk broni palnej i siecznej. W całej tej wyprawie zabito mi
tylko jednego człowieka. Budowy na śluzach z materiałami i sprzętami rzemieślniczymi oddałem pod dozór najbliższych mieszkańców do późniejszego rozsądzenia i spisania.
Kiedy to się działo, tymczasem dnia 12 marca o godzinie czwartej po południu, wyruszył ze swej strony Juliusz Grużewski ze swymi w rozmaitą broń opatrzonymi ochotnikami i moimi dwoma armatkami przez Niemokszty do
Rosień, gdzie wspólnie z innymi obywatelami rozbroić chciał tamtejszą załogę rosyjską.
Wiedząc o tym planie wyruszyłem także ku Rosieniom prowadząc ze sobą zabranych na śluzach jeńców. Za zbliżeniem się do miasta, powziąwszy wiadomość, że jeszcze nie było wzięte, musiałem się zatrzymać dla pilnowania jeńców
rosyjskich, którzy dwa razy od mego oddziału liczniejsi byli. Nareszcie, gdy przed świtem dnia 13 marca odgłos strzałów w mieście Rosieniach się rozległ, ruszyłem natychmiast z miejsca i wkroczyłem do Rosień z moją liczną
zdobyczą. Zdawszy sprawę z moich czynności dowódcom i obywatelom pełniłem tego samego dnia służbę patrolów, poustawiałem straże zewnętrzne i wewnętrzne i porozsyłałem rozjazdy.
Wnet doszła nas wiadomość, że do miasta Ejragoły przybyli z Kowna Kozacy wysłani dla doniesienia władzom o sile powstania rosieńskiego. Mnie polecono odeprzeć ich i odpędzić. Jakoż wziąwszy z sobą mój oddział wyruszyłem
dnia 15 marca o godzinie czwartej z południa i śpiesznym pochodem przebiegłem tegoż wieczora cztery z górą mile, a w nocy napadłem na podwójnie mój oddział przewyższającą siłę Kozaków i zwiodłem z nimi utarczkę, w której
ubiłem dwóch ludzi. Oddział mój stracił trzech ludzi, którzy będąc mocno ranni przez Kozaków do niewoli uprowadzeni zostali. Po tej utarczce Kozacy cofnęli się do Kowna.
Nazajutrz po tej utarczce, to jest dnia 16 marca powracając do Rosień rozbroiłem straż piechoty rosyjskiej złożoną z dwudziestu podoficerów i żołnierzy, pomiędzy którymi byli dekorowani medalami srebrnymi. Straż ta znajdowała
się na śluzie w bliskości Plenborga, majątku Dowgirdów. Z tymi jeńcami i zdobyczą ośmiu koni, które później użyte były do służby frontowej, wróciłem do Rosień. Przez następne dwa dni zatrudniony byłem ciągle ścisłym
wykonywaniem rozkazów moich zwierzchników, a mianowicie służbą w Rosieniach i okolicy.
Dnia 18 marca, kiedy pułkownik rosyjski Bartolomei z oddziałami znacznymi piechoty i jazdy, oraz pięcioma działami w celu uśmierzenia powstania do Rosień się zbliżał, pod dowództwem naczelnika Staniewicza i inspektora jazdy
Suchorzewskiego broniłem z oddziałem konnym ochotników wspólnie z innymi oddziałami przeprawy na Dubisie pod Plemborgiem. A gdy niepodobna było oprzeć się przeważającej sile nieprzyjacielskiej, zostawiony w ariengardzie
zasłaniałem siły nowo uorganizowanego powstania i wstrzymywałem zapędy nieprzyjacielskie.
Przyszła znowu na nas kolej atakować pułkownika Bartolomei w Rosieniach. Przeznaczono na to dzień 29 marca; pamiętny on jest w naszym powstaniu, bo atak ten uskuteczniliśmy szczęśliwie. Po stoczonej bitwie, wyparty z Rosień
Bartolomei ciągle uciekał przed nami, a my pędząc za nim przyparliśmy go pod Jurborgiem do granicy pruskiej i zmusiliśmy go do schronienia się z całym oddziałem w Prusiech. Źle mówię, z całym oddziałem, bo ubiliśmy
mu w tej pogoni lub zabrali z wieloma wozami znaczną liczbę ludzi i koni.
|
|
Po wypędzeniu nieprzyjaciół z Rosień, kiedy rozpoczęła się ogólna organizacja wojska, Juliusz Grużewski poświęcił część swego majątku na uformowanie pułku jazdy, po większej części z ochotników złożonego. Pułk ten nosił
numer pierwszy jazdy regularnej żmudzkiej powiatu rosieńskiego. Poświęcenie tego założyciela pułku było prawdziwie wzorowe. Nie dosyć, że wszystkie konie z majątków swoich i mnóstwo wozów do służby frontowej przysłał, ale
jeszcze rozesłał ludzi do zakupienia i na Żmudzi i w Prusiech jak najwięcej koni. Dostarczył sukna szaraczkowego i granatowego, oraz wszelkich innych potrzeb wojennych dla 550 ludzi. Słowem opłacał z własnych kosztów nie tylko
koszta założenia, ale i utrzymania pułku. A co mu największy zaszczyt przynosi, że mieszkańcom włości swoich wolność ogłosił, od wszelkiego poddaństwa ich uwolnił, zaległości pieniężne i zbożowe im darował. Zawdzięczając
obywatele tyle jego poświęceń ofiarowali mu dowództwo tego pułku.
|
|
Dowództwo drugiego szwadronu w tym pułku z nominacją na kapitana mnie powierzono. Dodano mi zarazem instruktora z dawnej służby, podoficera od weteranów przybyłego z województwa augustowskiego. Wraz z tym przeznaczeniem
otrzymałem rozkaz udania się do Srednika i Wielony dla utrzymywania tam straży obserwacyjnej od województwa augustowskiego, które wówczas całkowicie przez nieprzyjaciół było zajęte, czyli od miasteczka Wilki aż do Jurburga.
Upoważniono mnie zarazem brać od obywateli tak za pośrednictwem wójtów parafialnych, jak bezpośrednio, potrzebną dla ludzi i koni żywność i wymagać wszelkiej pomocy. Miałem również polecenia przesyłać ważniejsze spostrzeżenia
i donosić władzy wojskowej o wszelkich w czasie wojennym znaczenie mających wypadkach i to przez umyślnych i na koniach kresowych. W czasie tych rozjazdów szwadronu mojego na drugiej stronie Niemna zdarzyło się, że Kozacy
moich żołnierzy patrolujących i wzajemnie moi żołnierze Kozaków częstymi strzałami razili.
Dnia 5 maja wkroczyły wojska rosyjskie pod dowództwem jenerała Malinowskiego do Srednika i Wielony. W tym samym czasie otrzymałem od dowódców Monastyrskiego i Grużewskiego wiadomość, że powstanie rosieńskie ma wydać
nieprzyjacielowi bitwę pod zamkiem Giełguda i w okoliczności tej powolnym cofaniem się odpowiedziałem życzeniom dowódców. Stoczono wtedy bój, w czasie którego polegli ze strony powstańców oprócz wielu innych Ignacy Billewicz
i Otton Dowiatt, a z mojego oddziału porucznik Małachowski. Strata Rosjan była nierównie większa.
Wszakże Rosjanie pod dowództwem Malinowskiego znowu zajęli Rosienie. W czasie tego zajęcia, z rozkazu naczelnika Staniewicza zasłaniałem i ocalałem coraz inne części powiatu między Misieniami a Rosieniami. Mianowicie zaś
utrzymując arjengardę, miałem polecenie od radcy stanu Kontryma i naczelnika Staniewicza spotykać się z przednią strażą postępującego ku miastu Srednik nieprzyjaciela i utrudniać mu przeprawę na rzece Dubisie, a w razie
ostatecznym zniszczyć mosty na tej rzece, co też i uskuteczniłem.
Dodano mi później oddział piechoty i z woli Staniewicza kazano mi prowadzić wojnę partyzancką w parafiach cytowiańskiej, szawlańskiej, kielmińskiej, lalskiej i kroźskiej, a to dla poskramiania rabunków, jakich się tam Kozacy
dopuszczali, zabierania magazynów, które do Szawel i Rosień prowadzili i nieustannego napadania na władze rosyjskie w parafiach pozaprowadzane a przywracania władz polskich. Rozkaz ten z rozmaitym powodzeniem wykonałem.
Dnia 25 maja z polecenia podpułkownika Suchorzewskiego rozstawiłem mój szwadron w takich pozycjach, z których najłatwiej było zasłaniać parafie od rekwizycji rządu rosyjskiego i od napadu Kozaków i urządziłem pocztę do miasta
Kroż z żołnierzy konnych, na każdą mię po dwóch. Miałem także rozkaz donosić naczelnikowi o wszelkich poruszeniach nieprzyjacielskich. Urządzonej tym sposobem poczcie winni byliśmy wtenczas ocalenie w części większej
magazynów, które Rosjanie powstańcom w powiecie szawelskim zabrać chcieli. Znajdując się bowiem w parafii kielmińskiej dnia 6 czerwca otrzymałem od dowódcy oddziału Jerzego Burby wiadomość, że Rosjanie nazajutrz mają napaść
na magazyny nasze w parafii kurtowiańskiej w powiecie szawelskim nagromadzone. Uwiadomiłem o tym niebawnie naczelnika powiatu szawelskiego Szemiotha zapytując, czy mam wspólnie z Burbą w tej okoliczności działać. Otrzymawszy
od niego odpowiedź: ”Owszem, niech Pan wspólnie z Panem Burbą przepędzi tych łotrów, co tam grabią . . . Po wypędzeniu Kozaków wrócicie się Panowie na swoje pozycje” pośpieszyłem z częścią mego szwadronu do Kurtowian,
ocaliłem co jeszcze nie było zabrane i odparłem nieprzyjaciela aż do Szawel.
W dniach 9 i 11 czerwca uwiadomił mnie naczelnik Szemioth o przejściu przez Niemen wojska polskiego pod dowództwem Giełguda; niemniej dla tego kazał mi dalej zasłaniać część powiatu szawelskiego od rabunków rosyjskich, co też
wykonywałem wysyłając częste rozjazdy i rozpędzając wycieczki kozacki z Szawel.
Dnia 18 czerwca otrzymałem przez Franciszka Szemiotha rozkaz jenerała Szymanowskiego, abym z oddziałem swoim pilnował drogi od Szawel na Podubie i na Kielmy, oraz abym z oddziałem Żmudzinów w Citowianach zasłaniał
organizujące się wojsko polskie. Dodano w tym rozkazie pochlebienie dla mnie, że na mojej czujności polega bezpieczeństwo całego korpusu.
Wkrótce potem otrzymałem rozkaz wyruszenia pod Szawle i dnia 22 czerwca znajdowałem się w bitwie powtórnej pod tym miastem, a dnia 24 czerwca z rozkazu naczelnika Staniewicza wyruszyłem z moim szwadronem do Rosień.
Dnia 3 lipca, kiedy korpus jenerała Giełguda spod Wilna do Rosień się zbliżał, wysłany zostałem z resztą oddziału jazdy Juliusza Grużewskiego do Ejragoły, gdzie od jenerała Giełguda otrzymałem rozkaz trzymania
arjengardy. Rozkaz ten w dalszym pochodzie wypełniając rozpędziłem z swoim oddziałem Kozaków, którzy pod Mańkunami na mnie nacierali i odparłem ich o pół mili. W tej czynności ubili mi Kozacy jednego żołnierza i ranili mocno
kilka koni. Pod Citowianami, zawsze straż tylną trzymając, ułatwiłem korpusowi przejście przez rzekę Gryzowę odpierając przez dwie godziny nacierających na mnie Kozaków. Pod dworem Citowian, po spaleniu mostu, odparłem
Kabardyńców aż do miasta Citowian i ubiłem im dwóch ludzi, przy czym tylko dwa konie miałem zranione. W dalszym pochodzie przez Kiewnary, Poszawsz, Bejnaryszki, Podubis, Bubie i po stoczonej dnia 7 lipca bitwie pod Szawlami
aż do Kurszan i Powondenia ciągle pozostawałem w arjengardzie.
Dnia 11 lipca z rozkazu jenerała Szymanowskiego wspólnie z innymi oddziałami rozbiłem pod Powendeniem szarże Kabardyńców i utraciłem w tym czasie z mojego oddziału czterech ludzi. W tym dniu odznaczył się nadzwyczajnym
męstwem porucznik Pierwszego Pułku Jazdy Żmudzkiej Tedyn. Już kilka otrzymawszy ran jeszcze nie przestawał walczyć i dopiero wtedy ustał, kiedy mu obiedwie ręce porąbano. Po uskutecznionych szarżach asekurowałem z moim
szwadronem tegoż samego dnia działa, które w tym dniu były czynne. We dworze Zdaniszkach dał mi jenerał Szymanowski rozkaz, abym się udał w awangardzie ku Wroniom i Twerom.
Kiedy wojsko polskie dnia 23 lipca pod Giełgudem, a dnia 15 lipca pod Rohlandem i Szymanowskim do Prus wkroczyło, pod naradzeniem się ze Staniewiczem i innymi dowódcami komend żmudzkich, postanowiliśmy jeszcze walczyć z
nieprzyjacielem. Chcieliśmy wtedy wznowić powstanie w powiecie rosieńskim i w tym celu udaliśmy się w lasy ku Taurogom. Tam mieliśmy się rozdzielić i z różnych punktów niepokoić nieprzyjaciela. Ale nie mogliśmy
przedsięwzięcia tego do skutku przyprowadzić, bo powiat ten był naówczas całkowicie przez wojsko rosyjskie zajęty. Otoczeni ze wszech stron w dziesięć dni później niektórzy z nas zmuszeni byli także wejść do Prus.
Jeżeli w tym krótkim czasie działania mojego przysługę jakąś powstaniu oddałem, przypisać to mogę najwięcej pracy, jaką sobie zadawałem z oddziałem moim, a później szwadronem, w chwilach od służby wolnych. Przy pomocy
instruktora uczyłem żołnierzy prawie nieustannie musztr pieszych, a najwięcej obrotów konnych, wprawiałem ich do robienia zręcznie lancą, do używania zwinnego szabli i broni ognistej, układałem ich do znoszenia trudów i
bezsenności. W nocy od godziny pierwszej stawał cały oddział do frontu w gotowości do wsiadania na koń; codziennie połowa koni popasała, kiedy druga miała się na ostrożności. Żołnierz każdy pragnący ogólnej wolności, którą po
przywróceniu Polski sobie obiecywał, chętnie był posłuszny rozkazom i znosił cierpliwie wszelkie przeciwności.
Po przejściu do Prus rozbrojono nas najprzód, a potem zaprowadzono do obozu wojska polskiego na kwarantannę pod Pakmohnem, gdzie nas pod ścisłą straż oddano. Ponieważ oddziały jazdy żmudzkiej po bitwie pod Powendeniem
połączone z oddziałami jazdy litewskiej formowały pułk szósty konnych strzelców, a zatem i po przejściu do Prus powierzony miałem szwadron drugi w tymże pułku w swoją komendę, co trwało aż do wyjścia na kwatery przez rząd
pruski wskazane.
W nocy z dnia 6 na 7 sierpnia część żołnierzy, żalem że ich do Prus wprowadzono i rozbrojono, serce napełnione mając wzburzyła się w obozie. Uzbrojeni w kije żołnierze chcieli się przez straże pruskie przedrzeć do granic
żmudzkich. Dano do nich ognia z karabinów pruskich i otoczono obóz działami. Jenerał pruski Stilpnagel, który zaszłe wzburzenia Żmudzinom przypisywał, kazał dwustu żołnierzy i dwudziestu oficerów żmudzkich od obozu oddzielić,
na inne miejsce przeprowadzić, a później może wydać Moskalom. Dopiero gdy się dowódcy pułków i jenerał Rohland słowem honoru i na piśmie zobowiązali utrzymać na przyszłość w obozie spokojność, jenerał Stilpnagel ten rozkaz
cofnął.
Nie było już nadziei powrotu do kraju, kiedyśmy się dowiedzieli, że i korpus jenerała Rybińskiego do Prus przeszedł. Postanowiłem wtedy udać się do Francji.
Wróć

|